piątek, 12 kwietnia 2013

Skrzyneczka na mulinę

   Nareszcie! Po niejakich przebojach mogę pokazać drugie życie skrzynki na narzędzia. Dostałam ją od Teścia. Ozdobiłam już jakiś czas temu, razem ze szkatułką dla Córy, nie miałam jednak do niej zameczka. Gdy w końcu zainstalowałam zamek i zaczęłam układać mulinę, stwierdziłam, że wieczko jest na tyle głębokie, aby również w nim umieścić mulinki-tylko jak to zrobić, żeby nie wypadały? Mąż podpowiedział, żeby przykleić szeroką gumę, niestety klej nie chciał trzymać. Postanowiłam gumę przybić małymi gwoździkami-i to był poważny błąd, nie wzięłam poprawki na to, że sklejka wieczka jest dużo cieńsza niż boków. Gwoździk przelazł na wylot. Musiałam przeszlifować, od nowa pomalować i polakierować wieczko. Ale w końcu jest, więc tadam!:



   Widać wgłębienia po starym zamku, nie pomyślałam wcześniej, żeby kupić jakąś szpachlę do drewna i to wyrównać, a teraz już za późno. 
   Przy dotychczasowych pracach w temacie decoupage'u popełniłam kilka błędów, mam nadzieję, że będę o tą wiedzę mądrzejsza, jeśli jeszcze kiedyś będę ozdabiać jakąś skrzyneczkę z odzysku!

   Pozdrawiam wszystkich zaglądających
   Orka


wtorek, 26 marca 2013

Kilka zaległych robótek

   Ostatnio nie mam jakoś weny, ani do pisania bloga, ani do robótek :( Dawno nic nie napisałam a w tym czasie powstało tylko kilka rzeczy. Mam nadzieję, że niedługo przyjdzie wiosna a z nią nowe pomysły i chęć do pracy :)
   Moja córa zadeklarowała w szkole zrobienie kilku pisanek na kiermasz. Patrzyłam jak ona pilnie pracuje i zrobiło mi się wstyd...więc też wzięłam się do pracy. Przekopałam karton z resztkami włóczek i wymyśliłam, że ubiorę wydmuszki w "opakowania" zrobione na drutach i szydełkiem.
  Powstały takie pisanki w ubrankach :)




   Córcia zaś stworzyła metodą quillingu takie jajeczka:




     W międzyczasie kończyłam getry dla córki mojej szwagierki. Wybrałam prosty wzór, wzorowany na popularnym kominie Inspira Cowl. Jednak przekładanie kolorowych nitek 16 razy w jednym okrążeniu dobijało mnie! Dlatego tak długo trwało zrobienie tej z pozoru prostej robótki. Podziwiam osoby, które dziergają różne rzeczy z wrabianymi wielokolorowymi wzorami! To absolutnie nie dla mnie :) Ale getry ładnie wyszły :)







   Muszę się też pochwalić, że znalazłam sobie nowe hobby (tak jakby do tej pory było ich za mało :) ). Zarzekałam się, że nigdy nie będę robić decoupage'u, bo mi się po prostu nie podoba...Jednak z wiekiem gusta się chyba zmieniają, bo już tak nie myślę! Zaczęło się od drewnianej skrzyneczki, którą podarował mi Teść. Była z lakierowanego drewna i choć lekko uszkodzona-miała wymiary w sam raz jako pudełko na mulinę. Poczytałam tu i ówdzie, doszłam do wniosku, że większość potrzebnych rzeczy w domu mam, dokupiłam tylko klej, farbę i serwetki. Skrzyneczkę oszlifowałam, wydębiłam też od dziecka mniejsze pudełeczko (pozostałość po starym niciaku), żeby mieć na czym trenować i tak uzbrojona zabrałam się do pracy.



   W efekcie powstały moje dwa całkiem najpierwsze dekupki:


  Są pełne niedociągnięć, wzór na małej skrzynce mi się pomarszczył, ale od czegoś trzeba zacząć, a jak wiadomo-trening czyni mistrza :) Do dużej skrzyneczki muszę jeszcze przyczepić złote zapięcie, zakupione w sklepie metalowym. Niestety nie pomyślałam wcześniej o zakupie jakiejś szpachli, do załatania dziur po starym zamku a farba tego nie zakryła. Trudno, teraz już z tym nic nie zrobię a w przechowywaniu muliny zupełnie nie będzie mi to przeszkadzać.

   Pozdrawiam wszystkich czytających i życzę Wesołych Świąt! 

Orka





poniedziałek, 4 marca 2013

Nieudane farbowanie i zaległości drutowe

Dostałam wielki motek włóczki w naturalnym kolorze. Byłam przekonana, że to czysta wełna.





Nawet kawałek podpaliłam, żeby mieć pewność. Włożyłam całość do turkusowego barwnika. Niestety okazało się, że włóczka ma pewną domieszkę akrylu i kolor wyszedł bardzo nierównomierny, w małe ciapki.  Jestem bardzo zawiedziona, bo włóczka jest dość cienka, myślałam, że nada się na dużą chustę. Nie wiem, próbować coś z niej zrobić, czy od razu wywalić...






Ostatnio zrobiłam sobie czapkę i mitenki do kompletu. Wełna z akrylem, pochodząca ze sprutego swetra, dlatego wzór w robótkach nie ułożył się idealnie. Wpadłam na pomysł, aby czapkę zblokować na piłce-efekt jest zadowalający- wszystkie fałdy i większość dziurek ładnie się wyrównały. Nie mam niestety pomysłu, na czym zblokować mitenki, więc muszę nosić, tak jak są. 





Jakiś czas temu z własnoręcznie farbowanej włóczki zrobiłam skarpetki-nieskromnie powiem, że bardzo mi się podobają :)




Natomiast z drugiej, jaśniejszej włóczki zamierzałam zrobić chustę. Mozolnie rozwijałam grubą skręconą wełnę na 2 kłębki, żeby uzyskać cieńszą nitkę. Wybrałam dość wymagający wzór chusty-i po zrobieniu kilkunastu centymetrów byłam rozczarowana. Wzór całkiem zniknął w tych ciapkach seledynowych i kolory też nie układały się, tak jak to sobie wyobraziłam...Sprułam i włóczka leży. Nie mam pomysłu co z niej zrobić...Pewnie będą następne skarpety, czapki i rękawiczki :) Ale to już chyba na następną zimę. Za oknem piękne słoneczko i mimo, że nie jest zbyt ciepło, to mam nadzieję, że wiosna szybko nadejdzie!




Dziękuję za odwiedziny i wszystkie komentarze.
Pozdrawiam
Orka


czwartek, 7 lutego 2013

Czekoladowe fale...

  Wzór nazywa się co prawda "ocean waves", ale ten ciepły brąz włóczki przywodzi mi na myśl właśnie czekoladę. Chusta wyszła maleńka-myślę, że nada się jedynie jako apaszka pod szyję, ma jedynie 165 cm szerokości i 66 cm wysokości. Włóczka to przedpotopowa jugosłowiańska Iza z masakryczną zawartością akrylu-aż 70 %. W dodatku było jej tylko 100 g. Ale kolor tak bardzo mi się podoba, że musiałam z niej coś wykombinować :) 




   Skończyłam też szalik z helisą DNA, o którym wspominałam w poprzednim wpisie. Zużyłam 100 g merino Dropsa, szalik ma 172 cm długości. Niestety mam zdjęcie tylko podczas blokowania. Klientka odbierała go wieczorem i nie miałam jak zrobić ładnych zdjęć :(


Zaczęłam robić komin Inspira Cowl z mojej farbowanej wełenki. Wychodzi trochę ciemny, bo łączę z zielonym. Muszę przerobić jeszcze kilka rzędów, zobaczę jak się będzie kolor układał. Jak mi się nie spodoba, to najwyżej spruję :)

Pozdrawiam
Orka


wtorek, 29 stycznia 2013

Farbowanie wełny

  Szukam od jakiegoś czasu cieniowanej turkusowej włóczki. Taniej. Tzn. w granicach 15-18 zł za 100 g motek. Nie ma...Nie patrzę w sklepach internetowych, bo przy zakupie 1-2 motków z przesyłką i tak bardziej opłaca się kupić na miejscu. Łażę po tych pasmanteriach. Pytam. Nic...Wpadły mi w oczy barwniki do tkanin. Ale tylko do bawełny i jedwabiu, do wełny też nie ma...Idę Grunwaldzką. Patrzę-sklep dla plastyków. W starej kamienicy, z pięknymi zdobionymi drzwiami, z klamką w kształcie lwa. Olśniło mnie! Może tu będą barwniki do wełny? Były! Kupiłam 3 sztuki: granat, ciemna zieleń, turkus. W piątek wieczorem zabrałam się do pracy. Do farbowania użyłam 100 % wełny, mocno skręconej, 4 nitkowej i dość grubej. Pochodziła z zapasów pawlacza a kiedyś pewnie była swetrem. 
Wskazówki czerpałam z tego bloga.







  Pierwszy wynik nie zadowolił mnie, ponieważ oryginalny granat i mojej produkcji turkus zlały się praktycznie w jedno. Za mało dodałam zielonego i nie było w ogóle widać różnicy w odcieniu. Jednak po wysuszeniu, przewinięciu na kłębek i zrobieniu małej próbki-okazało się, że mimo, iż wełna jest bardzo ciemna, to nie wygląda najgorzej :)


   W sobotę podjęłam drugą próbę. Tym razem nawinęłam wełnę na maksymalnym rozstawie motowidła i podzieliłam na 4 równolegle "pęta" Zależało mi na jak najdłuższych pasmach w jednym kolorze. Farbowałam, wkładając całe pęto do miseczki. Widać było jak wełna chłonie barwnik a w miseczce zostaje odkolorowana woda :) 




  Niestety również tym razem nie byłam zadowolona z efektu. Barwniki zbyt mocno rozcieńczyłam i 3 części wyszły mi praktycznie w jednym, seledynowym kolorze. Po wysuszeniu podjęłam decyzję o dofarbowaniu jednego jasnego pęta i włożyłam go do turkusowego barwnika mojej produkcji, do którego dodałam więcej zieleni. Ostateczny efekt jest zadowalający.



  W tej chwili rozdzielam kłębek na 2 razy 2 nitki, bo chcę uzyskać cieniutką wełnę na chustę estońską. Dopiero na gotowym wyrobie  ostatecznie ocenię, czy farbowanie mi się udało :)

  A teraz muszę wracać do dłubania szalika na zamówienie-robię helisę DNA z wełny merino. Mały obłęd! Włóczka miękka i śliska, a w każdym rzędzie przekładam na drut pomocniczy po 1 lub 2 oczka. Nie muszę mówić, ile razy już łapałam "pospadane" oczka :) Szalik niby nieduża rzecz, ale strasznie wolno mi się robi...

 Pozdrawiam wszystkich zaglądających i zachęcam do komentowania!

Orka



czwartek, 17 stycznia 2013

Rękawiczki i czwarta chusta

U Antoniny znalazłam świetny sposób na wrabianie kciuka. Dzięki temu pierwszy raz od wieeeelu lat porwałam się na zrobienie rękawiczek! (pierwsze i zarazem ostatnie rękawiczki popełniłam będąc w ósmej klasie). Mam teraz komplet do chusty Luna Moth. Oczywiście moj aparat (albo fotograf :) ) jest za głupi, żeby oddać śliwkowy fiolet angory ram - ciągle na zdjęciach wychodzi granat...




 Ale z rękawiczek jestem zadowolona i zaraz zabieram się za następne, do kompletu do mojej czwartej chusty:


Wzór to Swallowtail Shawl, ale trochę oszukany-nie wrabiałam "nuppków", czyli takich gruzełków, bo bardzo ich nie lubię. Zużyłam 130 g angory batik YarnArt, robiłam na drutach nr 6. 

Pozdrawiam
Orka

czwartek, 3 stycznia 2013

zamiast choinki...

W tym roku ceny żywych choinek trochę mnie przeraziły...Rok temu choinka kupiona za 50 zł zaczęła się sypać na 3 dzień. Postanowiłam więc w ramach protestu nie kupować żywej choinki, nie chciałam też jednak ulegać namowom męża i kupować sztucznej. W drodze kompromisu-powstał skromny wianek ze świeżych gałązek. Szydełkowe gwiazdki i dzwonki powstały w poprzednich latach, a na co dzień, zamiast herbu Gdańska, w środku wisi uszyte z materiału serduszko w biało-czerwoną kratkę. Jak Wam się podoba?



Bombka z herbem powstała teoretycznie na zamówienie...Niestety "klient" brzydko mówiąc zrobił mnie w konia, 3 tygodnie się nie odzywał a potem się rozmyślił...Ja byłam już prawie na finiszu roboty. Po namyśle postanowiłam sprezentować ozdobę mojemu koledze, który jest wielkim lokalnym patriotą :) Bardzo się ucieszył i myślę, że moja bombeczka będzie sympatyczną ozdobą jego wielu przyszłych choinek.




Chciałabym pokazać również drobiazg, jaki zrobiłam dla Mamy mojego szwagra-pani Eli. Zwykłe okrągłe metalowe pudełko po kremie okleiłam tkaniną w świąteczny deseń. Wieczko okleiłam kanwą z wyhaftowanym monogramem. Pod kanwą upchnęłam włókninę. W ostatniej chwili postanowiłam na wieczku zrobić otok z grubego czerwonego sznurka, niestety zapomniałam zrobić dodatkowe zdjęcie :( Teraz wygląda trochę łyso...



Z nowości drutowych-sprułam fioletową czapkę, bo coś skopałam i zjeżdżała mi z głowy. Przerobiłam już ściągacz i zastanawiam się, jaki dalej wybrać wzór...

Dziękuję, że zaglądacie!
Pozdrawiam
Orka